Copyright 2010-2017. Zdjęcia i teksty są mojego autorstwa i podlegają prawu autorskiemu. Obsługiwane przez usługę Blogger.

środa, 21 czerwca 2017

Bogotá za kierownicą (część 2)

Bardzo długo wstrzymywałam się od publikacji tego postu, choć został napisany tuż po pierwszym z serii "Bogota za kierownicą". Powód jest taki, że wydawało mi się, że Kolumbia i tak ma wystarczająco dosyć pesymistycznej prasy na świecie: od kokainy - wypranej przez każdy serwis newsowy na świecie do tragicznej wiadomości z ostatniej soboty czyli bomby w centrum handlowym Andino (nie, to nie było ISIS). Jednak nieprzyjemne sytuacje na drodze, czy to w roli kierowcy czy w roli pieszego, czy też obserwatora jak Kolumbijczycy jeżdżą po drogach, zdarzają mi się praktycznie codziennie. Dlaczego unikać pisania o tym co nie jest fajne? Kolumbijczycy, tak jak i każdy naród na świecie mają swoje wady i zalety. Nie można opowiadać tylko o fantastycznych sprawach bo rysujemy nieprawdziwy obraz społeczeństwa i kraju. Dlatego też, będąc świadkiem sytuacji, gdzie kolejny kierowca przejechał na czerwonym i nie zwolnił na przejściu na pieszych wymuszając pierwszeństwo na ludziach, postanowiłam opublikować ostatecznie moje obserwacje i opinie.

KOGO NA DRODZE UNIKAĆ?

Taksówkarzy... to już wiemy. Ale przede wszystkim należy unikać kierowców autobusów, popularnych "busetas". To niewielkie autobusy, zarządzane przez prywatne firmy transportowe, które toczą codziennie walkę o każdego klienta (tzw. "guerra del centavo" - walka o grosz). Nie mają przystanków, zatrzymują się dosłownie wszędzie tam, gdzie na ulicy machnie ręką potencjalny klient (nawet na środkowym pasie). Jeżdżą szybko i agresywnie zmieniają pasy. Kierunkowskaz i ustąpienie pierszeństwa innemu samochodowi są to według mnie pojęcia nie znane znakomitej większości kierowców "busetas". Trochę lepiej jeżdżą kierowcy autobusów SITP (system transportu publicznego), a najlepiej TRANSMILENIO (które jak metro porusza się po swoim pasie jezdni i nie ma za bardzo możliwości dużej manipulacji wehikułem).



Są jeszcze dwie kategorie kierowców, których staram się unikać.

Od tego momentu lojalnie uprzedzam, że przedstawiona poniżej opinio-krytyka jest rezultatem wyłącznie moich doświadczeń na drodze i najpewniej nie reprezentuje większości opinii pozostałych kierowców. Jest to bardzo subiektywna generalizacja dwóch mniejszości, czyli - nie wszyscy są tacy, jak ich opisuję poniżej i być może jest to tylko margines. Jednak moje powtarzające się doświadczenia skłaniają mnie do takich, a nie innych refleksji. Niemniej jednak z góry przepraszam tych, którzy poczują się tą krytyką obrażeni lub skrzywdzeni.

Pierwszy typ to kierowcy Toyota Land Cruiser, o której znaczeniu dla kultury kolumbijskiej można by pisać eseje. Wspomnę w skrócie, że popularność tego modelu zaczęłą się jeszcze w czasach Pablo Escobara i kontunuuje do dziś. Jest to model preferencyjny na samochody rządowe, eskorty i ludzi bogatych. Jest to samochód, który w Kolumbii ma bardzo zawyżoną (w porównywaniu do innych rynków światowych) cenę, co dużej liczbie osób to zupełnie nie przeszkadza. Osobiście zaliczam kierowców Land Cruiser do najgorzej prowadzących, bo ze względu na zawyżone ego uważają, że mogą (za)wiele.

Druga kategoria to niestety kobiety. Ale nie wszystkie! Są to paniusie (przepraszam, nie mogłam się powstrzymać od użycia tego słowa), które przemieszczają Bogotę w godzinach pracy zwykle udając się na stylizację do fryzjera, mani-pedi lub poprawkę u chiruga kosmetycznego. Wiek - pomiędzy 30 a 45. Mieszkam tuż obok trzech najsławniejszych salonów piękności w Bogocie oraz dwóch najlepszych klinik chirurgii kosmetycznej, więc do czynienia z nimi mam często. Łatwo je poznać, bo zwykle zasiadają za kierownicą Toyoty, BMW czy Audi, zwykle SUV. Są agresywne, wymuszają pierszeństwo i uważają, że są najważniejsze na drodze i wszyscy inni powinni im zjeżdżać z drogi. Wiem, że to co piszę może dla wielu być mocne, ale takie mam doświadczenie i nic z tym nie poradzę. Unikam jak ognia.

Skąd ta agresywność? Kolumbijczyk z reguły jest miłym stworzeniem i unika konfrontacji. Kiedy jednak zasiada za kierownicą czuje się bezpiecznie otoczony przez 4 ściany karoseri, zawieszenie i dach samochodu. Wtedy czują się, że mogą popuścić trochę emocji normalnie zduszonych poprzez obowiązującą kulturę. Bogota jest miastem, w którym jest za dużo samochodów na drogach, korki są na porządku dziennym, a jak wiemy, tłum i ścisk nie są czynnikami wzbudzającymi harmonię i współpracę.

W kolejnym poście opiszę po prostu jak jedzić i wytłumaczę niektóre zachowania i zwyczaje bogotańskich kierowców.

Do zobaczenia... pronto!

0 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Licznik wizyt

O blogu

Moje zdjęcie
Bogota, DC, Colombia
"Tysiąc Odcieni Zieleni" jest blogiem o Kolumbii sportretowanej w zdjęciach. Pierwsze skojarzenie z tym państwem w Polsce to wciąż kokaina, choć ten kraj ma o wiele więcej do zaofiarowania. Każdy kto był tam choć raz - potwierdzi.

Fotografie potrafią przekazać więcej niż słowa i z tą wiarą będę się Kolumbii przyglądać poprzez obiektyw aparatu. To piękny latynoski kraj, którego bogactwo przyrody ukształtowane jest w czterech strefach klimatu: od wiecznych śniegów po tropiki. Mam nadzieję, że wiele z tego uda mi się Wam pokazać i zachęcę do spędzenia następnych wakacji właśnie w Kolumbii

Chcesz do mnie napisać?: tysiacodcienizieleni@gmail.com

Translate My Blog

Szukaj na tym blogu

Ostatnie wpisy

Archiwum bloga

Prenumerata na @

  © Free Blogger Templates 'Photoblog II' by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP